Mimo, że lata 90-te powiedziały nam już o seksie
wszystko, notorycznie, jeśli nie pomijały, to niechętnie i ze wstydem
podejmowały temat onanizmu. Pozostał on jednym z największych tabu
społeczno-kulturowych naszych czasów. I wprawdzie wibrator stał się
symbolem wyzwolenia seksualnego, to jednak dziś najczęściej kojarzony
jest ze znudzonymi gospodyniami domowymi, zagorzałymi feministkami i
sfrustrowanymi nastolatkami. Jednym zdaniem - męską dominacją.
Zepchnięty na margines, zakazany przez instytucje i rodzinę. Nigdy nie
doczekał się "nobilitacji" i uznany został jako substytut prawidłowych
relacji seksualnych między dwojgiem ludzi. Tylko wśród prymitywnych
ludów, np. na Samoa, dorastające dzieci bezkarnie onanizują się, nawet
grupowo i z osobami tej samej płci. Żadna inna bliższa nam kultura
otwarcie nie popiera takich praktyk.
Onanizmu nikt nie uczy, bo to kwestia na tyle wstydliwa, że większość
uznaje ją za niebyłą. Poza tym, oczywistym argumentem jest fakt, że nikt
nie nauczy poznawania własnego ciała i potrzeb, jeśli nie odkryjemy ich
sami. O masturbacji rozmawia się rzadko, ale jak podają badania blisko
100% mężczyzn i niewiele mniej kobiet praktykuje tę aktywność seksualną.
Mity, że onanizm powoduje ciężkie śmiertelne choroby, psychiczne i
fizyczne, zostały już wprawdzie dawno obalone, a jednak publiczne
mówienie o nim wywołuje skrajne emocje. Na początku lat 90-tych, kiedy
zaczęło być głośno o epidemii AIDS, naczelny lekarz USA zapytana czy
rozważałaby propagandę masturbacji w celu zniechęcenia nastolatków od
prób współżycia, odparła twierdząco. Wypowiedź ta stała się jedną z
przyczynek do odwołania jej z zajmowanego stanowiska.
W potocznym mniemaniu przyznanie się do masturbacji oznacza pokrótce
nieatrakcyjność i niezaradność, a nawet pewną ułomność. Nawet w kręgach
dorosłych, do tematu podchodzi się z pewną ironią i pogardą. Ale
gdybyśmy przeanalizowali nasz potoczny język, okazałoby się, że
słownictwo odnoszące się do onanizmu stanowi jedną z największych grup
słów związanych z seksem. Ponadto, warto wspomnieć, że w niektórych
językach europejskich (chociażby angielskim czy greckim) potoczna wersja
słowa "onanista" to najbardziej obraźliwy z możliwych sposobów
adresowania mężczyzny.
Z drugiej strony, wiele fantazji seksualnych związanych jest z
oglądaniem zabawiającej się ze sobą osoby, wspólny onanizm jest
praktykowany jako część życia seksualnego par, rynek przepełniony jest
materiałami i gadżetami przeznaczonymi dla amatorów zabaw w pojedynkę, a
użytkownicy internetowych for dyskusyjnych analizują techniki
masturbacji i dzielą się opisami doznań.
Jaka jest więc prawda o tym całym onanizmie? Krytykujemy go i
wyśmiewamy, ale traktujemy go wciąż jako pierwszą i ostatnią deskę
ratunku. Odnosi się wrażenie, że to taki los na loterii, za który nie
musieliśmy nawet płacić. |